Stało się to nagle, postawiłem auto pod blokiem, następnego (deszczowego) dnia wracam, chce odpalić, a ten kręci, kręci i nic. Obczaiłem, że nie pracuje pompa, więc spiąłem ją na krótko - z przycisku, bo jak zrobiłem swapa, to tak trochę druciarsko potraktowałem temat. Paliwko wreszcie dociera do listwy, ale dalej nie palił, pomyślałem - zalało go teraz. Odkręcam świece - suche... Sprawdzam iskrę - nie ma...
Na ktk doradzono mi, że może to być czujnik połozenia wału - sprawdziłem oporność - 518ohm - nie wiem, to dobrze? W co jeszcze włożyć ręce? Bo takich rzeczy jak kable/świece chyba nie ma sensu wymieniać, bo problem pojawił się nagle i na raz z paliwem i iskrą...
Bardzo będę wdzięczny za odpowiedź, jutro chcę wystartować w kjs